Wyrok ten, choć dotyczy prywatnej placówki, ma szerokie znaczenie dla prawa do prowadzenia działalności edukacyjnej zgodnie z własnymi przekonaniami.
Początek sporu: odmowa przyjęcia i oskarżenia
Matka wychowująca dziecko w związku jednopłciowym oskarżyła właścicielkę przedszkola o dyskryminację ze względu na płeć i naruszenie dóbr osobistych. Domagała się odszkodowania, zadośćuczynienia, publicznych przeprosin oraz obowiązkowych szkoleń z zakresu równego traktowania.
Właścicielka placówki, znana w lokalnym środowisku jako praktykująca katoliczka, argumentowała, że przedszkole ma prawo kierować się własnym światopoglądem w procesie rekrutacji.
Rodzice, którzy posyłają swoje dzieci do tego przedszkola, cenią sobie właśnie jego katolicki charakter, wiedząc, że nie spotkają się tam z treściami sprzecznymi z ich wartościami, takimi jak „tęczowe piątki” czy zajęcia z edukacji seksualnej.
Co orzekł sąd?
Sąd Okręgowy w Warszawie stanął po stronie przedszkola. W ustnym uzasadnieniu wyroku stwierdzono, że nie doszło do dyskryminacji ze względu na płeć, ponieważ odmowa dotyczyła wychowywania dziecka przez osoby tej samej płci, a nie jego płci. Sąd uznał, że analogiczna decyzja zapadłaby w przypadku dwóch mężczyzn.Co więcej, sąd uznał, że żądania matki były nieproporcjonalne i nieadekwatne do sytuacji. Sąd zwrócił uwagę, że decyzja przedszkola może naruszać dobra osobiste (w odniesieniu do prawa do życia rodzinnego), ale nie jest to naruszenie „ustawy antydyskryminacyjnej”.
Argumentacja prawna: wolność sumienia i prowokacja?
Kluczowym argumentem w sprawie była wolność sumienia i religii, zagwarantowana przez polską Konstytucję oraz prawo międzynarodowe. Instytut interweniujący w sprawie, podkreślał, że wolność ta obejmuje również prawo do prowadzenia działalności zgodnie z własnymi przekonaniami.
Prawnicy argumentowali, że europejska „ustawa antydyskryminacyjna” nie ma zastosowania do wyboru strony umowy, o ile nie jest to kryterium rasy, płci czy narodowości. Oznacza to, że orientacja seksualna może być brana pod uwagę przy wyborze kontrahenta.
W toku rozprawy wyszło na jaw, że matka wykorzystała nagranie rozmowy telefonicznej z właścicielką przedszkola, zrobione bez jej zgody. Okazało się, że podczas nagrywania obecny był jej adwokat, co sugeruje, że rozmowa mogła być celowo prowadzona w sposób, który miał posłużyć jako dowód w sądzie. Rodzi to poważne podejrzenia, że cała sprawa była celową prowokacją, mającą na celu zastraszenie właścicieli prywatnych placówek edukacyjnych.
Sąd podkreślił, że proces rekrutacji w przedszkolu nigdy nie został formalnie rozpoczęty. Rodzice zawsze są zapraszani do osobistej wizyty w placówce, aby zapoznać się z jej charakterem, zobaczyć symbole religijne i dowiedzieć się o udziale dzieci w wydarzeniach związanych z rokiem liturgicznym. Takiej wizyty nie było.
Wyrok ten może być ważnym sygnałem dla właścicieli placówek edukacyjnych, potwierdzającym, że mają prawo do prowadzenia działalności zgodnie z własnymi wartościami i przekonaniami, a ich prawo do wolności sumienia jest chronione. (źródło: OrdoIuris)
Komentarze (0)