Autor: PSP | Opis: Pożar w Kawęczynie. „Płonące hale, tworzywa sztuczne i eksplozje”
- Pożar objął dwie hale z tworzywami sztucznymi;
- W trakcie akcji doszło do serii wybuchów;
- Działało 160 strażaków i 42 jednostki;
- Użyto specjalistycznej grupy chemicznej „WARSZAWA-6”;
- Brak ofiar, ale ogień nie został jeszcze w pełni opanowany.
Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do Państwowej Straży Pożarnej w sobotę o godz. 21:38. Ogień pojawił się w dwóch halach położonych we frontowej części działki — każda z nich mierzyła około 20 metrów szerokości, 70 metrów długości i 12 metrów wysokości. Wewnątrz składowane były tworzywa sztuczne, co znacznie zwiększyło intensywność ognia i zagrożenie chemiczne - informuje Państwowa Straż Pożarna.
Z relacji lokalnych mediów i „Przeglądu Piaseczyńskiego” wynika, że już na początku akcji gaśniczej było słychać liczne wybuchy. Ich źródło pozostaje na razie nieznane - dodaje Onet.pl. W pewnym momencie warunki wewnątrz hali stały się na tyle niebezpieczne, że strażacy musieli opuścić płonący budynek, by nie narażać życia.
160 strażaków, 42 zastępy. Specjalistyczna jednostka chemiczna na miejscu
Akcja ratownicza rozpoczęła się od udziału około 100 strażaków i 32 wozów strażackich. W kulminacyjnym momencie w działania zaangażowanych było aż 160 strażaków i 42 zastępy z całego powiatu. Na miejsce zadysponowano również Specjalistyczną Grupę Ratownictwa Chemiczno-Ekologicznego „WARSZAWA-6”, przygotowaną do walki z zagrożeniami związanymi z emisją szkodliwych substancji.
Chociaż w okolicy wyczuwalny był intensywny zapach dymu, a nad terenem pożaru unosiła się chmura toksycznych oparów, nie odnotowano przekroczenia norm stężenia szkodliwych związków w powietrzu.
Apel do mieszkańców. „Zamknijcie okna, zostańcie w domach”
Strażacy przez całą noc z soboty na niedzielę prowadzili akcję gaśniczą. Do rana pożar nie został całkowicie zlokalizowany, a działania nadal trwały. Służby wydały apel do mieszkańców pobliskich miejscowości o zachowanie ostrożności: pozostanie w domach, zamknięcie okien i niezbliżanie się do miejsca akcji. Brak informacji o osobach poszkodowanych.
Dziennikarz z pasji, nie z konieczności. Ulubiona dzielnica Warszawy - ta, w której mieszkam, zwłaszcza odkąd jest metro; dzięki temu nie zastanawiam się już, czy mój samochód na pewno jest tym, ulubionym. Staram się lubić tak samo swojego kota i psa. A ludzi lubię wszystkich. Zwłaszcza tych, od których wciąż dowiaduję się czegoś nowego.
Komentarze (0)